Pierwsze doniesienie o występowaniu tego gatunku pluskwiaka zostało udokumentowane niedawno, w roku 2016 przez Grzegorza Hebdę i Tomasza Olbrychta w Rzeszowie (link do doniesienia). Gatunek ten rozwija się na roślinach zielnych, ale może również zasiedlać lipy tworząc bardzo liczne agregacje. I z takim właśnie zjawiskiem spotykamy się w tym roku w wielu miejscach na terenie Wrocławia. Dzięki czujności pracowników Zarządu Zieleni Miejskiej, którzy szybko zareagowali na doniesienia od zaniepokojonych mieszkańców, potwierdzono obecność tego inwazyjnego gatunku na lipach we Wrocławiu. Gatunek był już wcześniej wykazywany w naszym mieście, ale dopiero masowe jego występowanie wzbudziło większe zainteresowanie szczególnie, że potrafi być uciążliwym towarzyszem pieszych spacerów.

Do dnia dzisiejszego odczuwamy konsekwencję suszy z jaką mieliśmy do czynienia w roku 2015. Za jeden z bardzo istotnych przejawów jej zgubnych następstw należy uznać masowe rozmnażanie się kornika drukarza. Szkody spowodowane przez tego szkodnika są odczuwane do dzisiaj nie tylko w wielkich kompleksach leśnych, ale również w zielenii miejskiej na terenach ogrodów, parków, a nawet ogródków przydomowych. Warto więc bliżej przyjrzeć się temu gatunkowi, szczególnie że nadal rozgrzewa wszystkich dyskusja o Puszczy Białowieskiej.

W tym roku w wielu miejscach Polski można zaobserwować nasilone występowanie mszycy świerkowej zielonej. Pierwszym mało niepokojącym objawem jest przebarwianie pojedynczych igieł na pędach. Z czasem większa część igieł zaczyna żółknąć i odpadać. Szkodnik z reguły atakuje pędy położone w dolnej części drzewa choć zdarzają się przypadki, kiedy to objawy widoczne są w części wierzchołkowej. Silnie porażone drzewa mogą być całkowicie pozbawione igieł. Często zielone pozostają igły wyłącznie na tegorocznych przyrostach co jest bardzo charakterystycznym skutkiem żerowania tego gatunku, który przeciwnie niż wiele innych gatunków mszyc preferuje właśnie starsze, twardsze tkanki.

Epifitozy, czyli „roślinne epidemie” rdzy topoli nie są w naszych warunkach zjawiskiem szczególnie niezwykłym. Przedwczesne zrzucanie liści pokrytych masą żółto - pomarańczowych zarodników zdarza się regularnie, co kilka lat. Raz na jakiś czas, w warunkach szczególnie sprzyjających chorobie, defoliacja liści będąca wynikiem silnej i wczesnej infekcji jest szczególnie gwałtowna. Wtedy już w lipcu topole mogą zostać ogołocone ze wszystkich liści. Pomimo tego drzewa bronią się tak zaciekle, że w przeciągu 2-3 tygodni są w stanie odnowić większą część utraconej masy liściowej.

Już od dłuższego czasu powszechnym zjawiskiem towarzyszącym schyłkowi lata jest zwijanie się i srebrzenie liści bzów lilaków. Z czasem następuje także przedwczesne ich zasychanie. Pierwsze symptomy pojawiają się znacznie wcześniej, ale to dopiero w sierpniu oraz we wrześniu można je zaobserwować w pełnej krasie. Zasychanie liści kojarzone jest z nadchodząca jesienią, co tylko po części jest zgodne z prawdą. W dużej mierze objawy te są spowodowane żerowaniem dwóch szkodników zaliczanych do roślinożernych roztoczy z rodziny szpecielowatych (Eriophyidae) jakimi są: pordzewiacz lilakowiec (Tertaspinus lentus) oraz przebarwiacz lilakowy (Aculops species novum).

Odsłon artykułów:
1383455

Oświadczam, że wszędzie tam gdzie nie istnieje stosowna adnotacja wszystkie pozostałe teksty i ilustracje są mojego autorstwa.
Wszelkie powielanie i kopiowanie może odbywać się wyłącznie za moją zgodą.
Janusz Mazurek